sobota, 23 sierpnia 2014

dziękuję tak po prostu

Drogi Boże...
Kiedyś bałam się każdego kolejnego dnia, a dzisiaj po prostu nie chce żeby on nastąpił.
Przestałam chodzić do kościoła już jakiś rok temu, ale nadal pamiętam o Tobie. Brak mojej obecności na ławkach   kościoła nie oznacza, że przestałam wierzyć, ja po prostu straciłam siły, zgubiłam się i zwątpiłam.
Dzisiaj pisze do Ciebie bo brak mi sił i chciałabym, żebyś chociaż raz mi pomógł, przypomniał sobie o mnie. Pięć lat temu, gdy straciłam dziadka uważałam, że nie dam rady bez niego. Byłam mała i zawalił mi się grunt pod nogami. Osoba, która spędziła ze mną pół dzieciństwa po prostu odeszła. Zabrałeś mi główny autorytet, człowieka od którego czerpałam siły i kogoś kto zwykle wypełniał mi każdy dzień. Otworzyły się przede mną nowe drzwi, drzwi w których to ja sama musiałam poradzić sobie z każdym problemem bez jego rady. Bardzo brakowało mi jego uśmiechu, pomocnej dłoni i cudownego głosu, który zawsze wieczorami słyszałam w wykonaniu coraz to nowej piosenki. Piosenki, która pomagała mi zasnąć. Czas biegł, a u mnie zaczęło się walić wszystko. Mama załamana tym, że zabrałeś nam go zaczęła sięgać po każdy alkohol i bardzo szybko zatracała się w nim bardziej. Kazałeś mi wtedy bardzo szybko dorosnąć. Miałam zaledwie trzynaście lat, a na moich barkach spoczywał cały dom. Sam nie szczędziłeś mi bólu. Wtedy właśnie zaczęłam się bać każdego kolejnego dnia bo, gdy rano się budziłam ona już nie była trzeźwa. Codziennie biła, krzyczała, ubliżała, niszczyła mnie coraz bardziej. Jednak miałam powod by być wtedy silna, miałam siostrę cztery lata młodszą, którą musiałam się zajmować. Ojczyma nie było całymi dniami w domu, a ja codziennie znosiłam ten mój domowy koszmar, bez pomocy kogokolwiek. Cieszyłam się, że nigdy nie dotykała mojej malutkiej siostry, że nie krzywdziła jej w ten sposób jak mnie. Przemoc się nasilała, ojczym zaczął bić mamę. Nigdy nie zapomnę jej zakrwawionej twarzy i mojego krzyku bezsilności, gdzie wtedy byłeś? Gdzie byłeś jak tułałam się po szpitalach, gdy mama zrobiła mi tak wielką krzywdę, gdy prawie się wykrwawiłam przez nią? Czy musiało dojść do sytuacji, w której prawie mnie zabiła, aby wszystko w sądach ruszyło? Kilka lat wyroku za znęcanie się.
Jednak to nie jest najgorsze, wiesz? Najgorszy był widok mamy po próbach samobójczych. Widok, którego nie da się zapomnieć. Znalazłam ją tak dwa razy i tych dwóch dni nie zapomnę nigdy. Dźwięk karetki, obraz wynoszenia jej na noszach, tego iż znowu byłam sama z tym wszystkim. Gdzieś po drodze zwątpiłam w Ciebie Boże. Przestałam codziennie chodzić do kościoła i na cmentarz do dziadka bo nie miałam na to sił. Lata leciały, w domu zarządzono eksmisje i musiałaś się wynieść mamo...
To babcia od tamtej pory miała nam ją zastąpić. Ale tak nie idzie, wiesz? To nie ona powinna dawać nam lizaki na Dzień dziecka, to nie ona powinna jeździć z Nami do lekarza.
Wtedy jak ona wsiadła w samochód i odjeżdżała wiedziałam, że ponownie Wali mi się grunt pod nogami. Wiedziałam, że znowu tracę najważniejszą osobę w moim życiu i ze już nigdy nie będzie tak samo. Panie Boże ona pomimo wszystko zawsze była najcudowniejszą mamą, wiesz? Przyjaciółką i mama... Osobą, której mówiłam wszystko. Ja dobrze wiem, że to ten alkohol ją zniszczył.
Pamiętam jak kiedyś powiedziała mi, że ludzi, których się kocha i na których Nam zależy nie zostawia się. Pogrążyła się wtedy i pokazała jak bardzo kłamała mówiąc, że mnie kocha, pakując walizki i wyjeżdżając. Wiedziałam, że znowu coś mi odebrano, tym razem bezpowrotnie.
Jednak wiesz w jakich momentach najbardziej potrzebowałam Ciebie?  Gdy stałam w sądzie jako świadek, gdy mama patrzyła na mnie z łzami w oczach, gdy płakałam i musiałam mówić wszystkie te okropne rzeczy. W momencie, gdy odnaleźli mojego biologicznego ojca i zapytali go w sadzie, czy w razie potrzeby może się mną zająć.  Wiesz co wtedy powiedział? Jasne, że wiesz...że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, płaci alimenty i tak ma zostać. A ja? Ja tak bardzo chciałam go zawsze poznać, ale wtedy zastanawiałam się jakim to trzeba być człowiekiem, żeby nie pomóc. Zresztą kto pomagał? Policja, szkoła?  Wiedział każdy, wiele interwencji, jednak nikt nigdy nie przejmował się tym zbytnio.
Gdy mama się wyniosła było więcej spokoju, ale tęsknota mnie niszczyła.
"Ręce za małe by dźwigać wspomnienia, umysł za mały by pojąć tęsknotę".
Nie odzywała się potem już, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Myślałam, że nie chce kontaktu, ale potem dowiedziałam się, że jest już w więzieniu. Nie mogłam się z nią nawet pożegnać, dlaczego? Zanim tam trafiła była w ciąży, wiec dla dziecka pobyt tam i jej abstynencja była ratunkiem, ale dla nienarodzonego dziecka. Piotrek jest już na świecie prawie rok, jest zdrowym i dużym chłopcem. Tak bardzo mi go szkoda, że musi być tam z nią. Więzienie przystosowane dla matek z dziećmi, ale nie życzę nikomu, aby takie maleństwo musiało od dziecka wychowywać się w takim miejscu.
A ja? A ja Panie Boże jestem już o wiele starsza jednak nadal myślę codziennie o mojej mamusi, o braciszku, o tym jak bardzo tęsknię i jak bardzo długo nie widziałam jej twarzy. Myślę o jej okropnych słowach wypowiedzianych w moją stronę. Tak bardzo to wszystko, poczucie winy i bezradność utkwiło we mnie. Jestem innym człowiekiem przez to, a czasem właśnie przez to nie umiem żyć normalnie. Nadal boje się o nią, boje się, że nie da rady jak wyjdzie i proszę Cię, daj siłę, chociaż jej.
Brakuje mi jej nadal. Tak samo jak brakowało w momentach takich jak testy w gimnazjum, bal gimnazjalny, wybór szkoły. A teraz? Teraz już niedługo będę pisać maturę, bal maturalny i chyba teraz przyzwyczaiłam się do jej nieobecności.
Jednak nie z tego powodu pisze do Ciebie dzisiaj. Pisze do Ciebie bo dzisiaj sama potrzebuje pomocy, o którą kiedyś modliłam się dla innych.
Mam bulimie, choruje już bardzo długo i powoli wykańczam swój organizm. Nie mam już siły wstawać z łóżka, lekarze mówią, że nie są wstanie mi pomóc skoro sama tego nie chce. Bo jak można pomóc komuś kto tej pomocy nie przyjmuje. A ja Panie Boże nie mam sił na kolejny już pobyt w szpitalu, na terapię i leczenie. Mogę prosić o tą siłę?  Czy człowiek, który kiedyś się poddał teraz może prosić Cię o cokolwiek? Nie wiem, ale proszę...
Bo nie daje rady. Bo nie mam siły na kolejną łzę. Dużymi krokami zbliża się moja pełnoletność i chciałabym stać się dorosłym człowiekiem bez tego problemu. Bo w to, że zobaczę mamę do tego czasu to już nie wierzę.
Dziękuję Boże za to, że jestem tu i za to, że nigdy nie pozwoliłeś mi się poddać. Dziękuję za każdy dzień.
A najbardziej dziękuję Tobie, kochany człowieku, który to czytasz. Dziękuję, że dotrwałeś do końca. Przepraszam, że nazywam Cię człowiekiem, ale nie wiem kim jesteś, nie znam Twojego imienia.
  • "walcz do samego końca, skoro nie dla siebie to dla innych, zawsze warto zobaczyć uśmiech, który wywołujesz na ich twarzy"

środa, 20 sierpnia 2014

morze samotności

Znowu brakuje sił...
Dzień nie był dla mnie łatwy. Nie chce już go pamiętać. Jest mi zbyt ciężko...
Zaczął się lekarzem, który oznajmił mojej rodzinie, że mam Bulimie. Kłótnia wybuchła już na sali, psycholog obecny przy wszystkim starał się wiele czynników tłumaczyć. Mówił, że warto zauważyć to, iż powiedziałam o swoich objawach, że to pokazuje, że chce sobie pomóc bo równie dobrze mogłam nie mówić nic i żyć z tym niszcząc się coraz bardziej. Babcia była tak bardzo zdenerwowana, krzyczała na sali, że mam wszystko czego chce, że niczego mi nie brakuje, ale że ja nie umiem nic docenić, że nie umiem już normalnie żyć. Że chyba jestem już dosyć dorosła, żeby się dopilnować i wiedzieć co jest dla mnie dobre... Tylko czy nikt nie może zrozumieć jak mi do cholery jest ciężko. Jak codziennie musze walczyć z tymi wszystkimi myślami, jak czasami po prostu już nie umiem, nie chce. Staram się dla nich wszystkich, nie tnę się, tak bardzo już starałam się panować nad zwracaniem i tak bardzo ograniczałam... Nikt nie wie ile bólu mi to sprawia, nikt.
Wybuchłam krzykiem na sali, mówiłam kompletne głupoty, wszystko co mi ślina na język przyniosła. Psycholog kazał Nam opanować emocje, zaczęły się pytania dlaczego tak bardzo się zdenerwowałam?  Dlaczego?!  Dlatego, że mi każdy coś wmawia i nawet nie chce mnie zrozumieć. Potem, gdy już został omówiony plan leczenia, ośrodka i diety, lekarz wskazał wiele czynników na które ma zwrócić uwagę moja rodzina. Pomimo wielu pytań zadawanych w moją stronę już do końca spotkania siedziałam cicho, byłam tak bardzo zdenerwowana, że wszystko się we mnie trzęsło.
Marzyłam o jednej rzeczy, żeby wrócić do domu i napisać mojemu chłopakowi, że bardzo go kocham i dziękuję, że jest przy mnie pomimo tego wszystko, że stara się mnie zrozumieć. Tak bardzo potrzebowałam rozmowy z nim. Potrzebowałam rozmowy o tym co się działo, wypłakania. Chciałam mu powiedzieć, że podjęłam tą cholerną terapię dla niego, dla nas...żeby ten koszmar się już w końcu skończył. Byłam z siebie dumna w pewnym sensie, że dałam krok w przód i chciałam mu to powiedzieć, ale nie zdążyłam nic. Zaczęła się kłótnia, nie potrafiłam uwierzyć w słowa, które pisał do mnie... Tak niewyobrażalnie mnie zabolało to wszystko, sama nie wiem czemu. Może dlatego, że uświadomiłam sobie, że chociaż nie wiem jakbym się starała zawsze będę najgorsza, że ja nie umiem nic zrobić dobrze, że wszystko niszczę, że tak wiele robię złego. Ja już po prostu sama nie wiem co mam robić...  Ostatnio ciągle się kłócimy. Nie mam na to siły, nie mam siły na te wszystkie myśli i uczucia. Jest mi coraz ciężej bo nie umiem sobie poukładać już nic. Boje się tych kłótni, boje się tych słów, tak bardzo bolą. Leżałam na łóżku, czytałam to i płakałam jak małe dziecko, miałam dość tego dnia. Tak koszmarnie się czułam do tego wszystkiego, ponieważ jestem chora i miałam ponad 40 stopni gorączki. Było mi zimno, leżałam i płakałam. Moja siostra przyszła i leżała przy mnie bo była się, że sobie coś zrobię.
Potem zasnęłam i spałam, najchętniej zostałabym w tym łóżku na zawsze.
Potrzebuje go, potrzebuje bardzo... Jutro mam psychiatrę i tak bardzo się boje tej wizyty, chciałabym żebym mi po prostu powiedział, że będzie dobrze.
Źle się czuje, nie umiem już panować nad emocjami. Chce robić sobie krzywdę, teraz, zaraz i tu...przecież jestem nikim. Jestem beznadziejna.
Z dnia na dzień odczuwam coraz większą nienawiść do samej siebie. Po prostu jest tak, że nagle nienawidzę siebie, nienawidzę siebie z całego serca, chociaż jeszcze przed chwilą mogłam czuć się fantastycznie, czuje że nie mam nic, nikogo, że jestem nikim.

niedziela, 17 sierpnia 2014

dziękuję

Każdy po­winien mieć ko­goś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiado­mo jak dzielny, cza­sami czu­je się bar­dzo samotny. Jednak bywa również tak, że sa­mot­ność nie ma nic wspólne­go z bra­kiem towarzystwa.   Nie ma ta­kiej siły, która ot­worzy no­wy roz­dział two­jego życia, jeśli ty nie zechcesz zam­knąć poprzedniego. Przecież nowy dzień to nowe siły. Trzeba sobie wyznaczyć nowe cele. Najważniejszą przyczyna wyznaczania sobie celów jest to że ich realizacja zmieni także ciebie. A to w jaki sposób ty się zmieniasz, będzie nawet ważniejsze niż sama realizacja celu. Najważniejsze w życiu nie jest to co zdobędziesz, ale to w jaki sposób zdobywanie tego zmieniło i zbudowało ciebie.  Prawdą jest, że Ci najsmutniejsi ludzie zawsze najbardziej się starają rozweselić innych. Bo wiedzą jak to jest, kiedy czujesz się kompletnie bezwartościowy. I nie chcą, aby nikt inny czuł się podobnie jednak to najczęściej buduje maskę na ich twarzach. W którymś momencie sami nie dają rady i upadają, a nikt nie może im już wtedy pomóc, najczęściej ludzie nie wiedzą o ich bólu bo przecież to optymiści.   Kiedyś ktoś powiedział mi "Nie każdy człowiek potrafi cieszyć się z życia tak jak Ty. Jesteś namacalnym dowodem na to, że nawet gdy jest ponura rzeczywistość za oknem, potrafisz się cieszyć i doceniać życie takim jakim jest , nie tak jak inni, którzy ciągle próbują zmieniać go na lepsze. Okłamują się, nie potrafią się pogodzić z losem i ciągle są sprzymierzeńcami smutku." A może to jest właśnie moja maska, może inaczej nie umiem wśród ludzi? Egzystencja człowieka jest jak karuzela. Wielu ludziom mówię, że będą ze mną kłopoty, nie jestem niczym dobrym, ale oni nadal w to wchodzą, zagłębiają się w bliższe znajomości bez wzajemności, wtedy najczęściej ich ranie.
perfekcyjne opanowane udawanie obojętności 

możesz zapisać się na fitness, salsę lub kurs fińskiego.
możesz chodzić co wieczór do klubu i upijać się do nieprzytomności.
możesz czytać piętnaście książek tygodniowo.
możesz nieustannie układać ubrania w szafie.
możesz spotykać się ze znajomymi.
możesz zwiedzać dalekie kraje.
możesz wypijać butelki różowego wina.
możesz spalić wszystkie listy.
możesz znaleźć kogoś innego.
możesz pozwolić innym dotykać swojego ciała.
możesz uciekać na koniec świata.
możesz próbować się ukryć.
możesz odejść. 
ale nie umiesz zapomnieć .
 

czwartek, 31 lipca 2014

wracam...

Miał być powrót w wielkim stylu, a będzie ukazanie kompletnego dna.
Wrak człowieka.
Zawsze traktowałam ten blog jako internetowy pamiętnik.
Czytam stare notatki i uśmiecham się sama do siebie- czy to możliwe, że tak bardzo się zmieniłam? Czy to możliwe, że mogłam być tak bardzo "głupia"? Moje poglądy mnie bawią.
Tak wiele zmieniło się przez te lata.
Chce traktować to jak miejsce ucieczki od świata rzeczywistego. Miejsce gdzie napisze co naprawdę czuje i nikt nie będzie tego komentował. Miejsce, w którym już nie będę udawać.
Więc jak wiecie nazywam się Asia i od kilku lat walczę z depresją. Bywa znacznie lepiej, bywa koszmarnie i bywa znośnie. Są miesiące, w których umiem zapomnieć o przeszłości, umiem nie udawać i po prostu szczerze się uśmiechać. Są dni, w których pokazuje jak cudownie się czuje, a od środka niszczy mnie nienawiść. A czasem bywa tak, że nie udaje już nic bo zwyczajnie nie mam na to siły. Wtedy najczęściej odcinam się od każdego, zostaje w domu i niszczę siebie.
Jedna rzecz jest nadal niezmienna- nienawidzę siebie, nienawidzę swojego ciała. Jestem bulimiczką, jeśli mogę to tak nazwać. Czasem umiem się hamować, a czasem nie umiem zapanować nad swoją nienawiścią do własnego ciała.
Czy możliwe jest to, że po tylu latach walczenia z chorobą po prostu nie mam na nią sił? Nie mam sił na wymioty, tabletki, zahamowania, ćwiczenia i napady, w których tylko jem? Teraz najchętniej nie jadłabym nic, kompletnie nic. Lubię odwadniać swój organizm. Lubię swoje wystające kości, które bolą jak kładę się do wanny. Lubię swoje uzależnienia.
Jest tylko jedna rzecz, której nienawidzę,,, tylko jedna- moje własne odbicie w lustrze.
Nie wiem czy jestem w kolejnym etapie bulimii, czy po prostu anoreksja zaczyna łapać mnie za ramiona.
Z powodu własnej nienawiści do siebie przyjemność sprawia mi samookaleczanie.
Nie czuje bólu, nie czuje już nic- nawet ulgi jak na początku. Uśmiecham się po prostu, że znowu mogę to zrobić.
Problemy przeszłości, problem w odnalezieniu się w rzeczywistości nie znikają. Błędem jest, że czas goi rany... On usuwa ból i pozwala zagoić się pozornie, a każda blizna się nawarstwia.
I co ja powinnam zrobić?
Mam dla kogo żyć, wiec jestem. Jednak to przekonanie wiecznie nie będzie trzymać mnie w tym świecie.
Mam najcudowniejszego chłopaka świata i strasznie go kocham. On akceptuje moje słabości, tylko ja już nie umiem poradzić sobie sama bez niego... nawet minuty racjonalnego myślenia. Gdy jest przy mnie wszystko wydaje się łatwiejsze, uśmiech nie znika z moich ust, najprostsze rzeczy stają się magiczne, radość daje mi najmniejszy gest. A gdy znika znowu wraca codzienność.
Nienawidzę siebie za to, że nie umiem dotrzymać mu słowa, że ciągle robię to samo. Czy na naszą wczorajszą tak cudowną rocznicę musiałam dać mu tak okropny prezent?
Moje ciało nie wytrzymuje, ciągle domaga się kolejnej kreski. Wiecie, że ja już nie mam nawet sił na kolejną łzę? Na jakąkolwiek łzę. Uśmiecham się... ;)
Gdzie są teraz wszyscy, którzy powinni być blisko?
Wiecie jakie są najczęściej słyszane przeze mnie słowa? "Ale ty schudłaś".
Dziękuję, staram się...
Do kolejnego razu kochani.




poniedziałek, 21 lipca 2014

WE BACK !

No to WIELKI POWRÓT?


Patrzyłam na tego bloga wspominając. W sumie ostatnie wydarzenia sprawiają, że trzeba wyrzucić z siebie to co złe.
W życiu moim i Asi dużo się zmieniło. My same się zmieniłyśmy. Kwestia dojrzewania? Może.
Jednak nie każdy pomimo lat warunkuje się pełną dojrzałością.
Z Asia odnowiłyśmy kontakt 11 lipca. Kontakty się urywały, odnawiały...i tak na zmianę. Teraz to się zmieniło. Potrzebujemy siebie w obecnych chwilach. Jesteśmy dla siebie pełnym wsparciem. Pomimo odległości. Wieloletnia przyjaźń nie może ot tak zniknąć.
Więc. Po odnowieniu kontaktu postanowiłam odnowić kontakt z kimś jeszcze. Brakowało mi tego . Po prostu. I w sumie na początku to się udawało...gdyby nie wydarzenia, które niefortunnie potoczyły się zbyt szybko. Teraz znów nie mam z tą osobą kontaktu. Dalej mi tego brakuje, aczkolwiek nie mam zamiaru znów go odnawiać. Ale to nie jest teraz najważniejsze.
Jestem chora. Nie wiem na co, ale to nie jest zwykła grypa, czy osłabienie. Objawy mam od 8 miesięcy. Więc w sumie nie jest lekko.
Wczoraj odeszła jedna z najważniejszych osób w moim życiu. W sumie mogę śmiało orzec, że to najgorsze wakacje w moim życiu. Nigdy nie było gorszych . W życiu Asi też nie dzieje się dobrze. Wręcz przeciwnie. Mamy siebie. Damy radę. Musimy.


Często żałuję podjętych kroków. Ale prawda jest taka, że należy próbować niezależnie od skutków. Ważne jest to, że spróbowaliśmy nie siedząc bezczynnie zadając pytanie "A gdybym spróbował/a?".