Wielkość i znaczenie dwóch z pozoru zwyczajnych słów jest ogromne.
Prawdą jest to, że czas przyzwyczaja nas do cierpienia. Łatwiej jest żyć z tym wszystkim. Wracamy w pewnym stopniu do poprzedniego stanu. Spotykamy się z ludźmi, żyjemy aktywnie, ba...nawet się uśmiechniemy. Jednak to nie jest już to samo. My nie jesteśmy tacy sami.
Tracimy wiarę i zaufanie do wszystkiego. Cholernie trudno jest żyć z uprzedzeniem. Gdy chcesz znowu zaufać, wierzyć że coś się uda. Ale nie możesz. Po prostu nie możesz. Bo się boisz. Zamknięto Cię w próżni i przeraża Cię wizja wyjścia z niej, bo świat znowu może okazać się Twoim największym wrogiem. Strach paraliżuje wszystkie czynności. Myśli. Uczucia.
Dobra. W takim bagnie dawno nie byłam. W sumie... chyba nawet sama się pogrążam. Powtarzam sobie: Będzie dobrze. Jest lepiej. Lżej. Damy radę. Nie jestem sama. Właśnie. Nie jestem.
To prawda, że w momencie kompletnego dna los zsyła na nas najcudowniejszych ludzi. I tak własnie było w moim przypadku. Nie zostałam sama. Kiedy chciałam, aby wszyscy dali mi spokój, bym mogła przeżywać w samotności swoją małą żałobę...nie zostałam sama. Oni byli. Są i mam nadzieję, że już pozostaną na długo. Dzięki nim jest inaczej, nie miałam racji. Samotność nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. To moment, w którym staczasz się jeszcze bardziej. Kusi Cię ona, by następnie przejąć Twoje myśli i doprowadzić do kompletnej autodestrukcji. Przecież to najłatwiejsze wyjście. Najlepsze. Odciąć się od wszystkiego i wszystkich. Żyć samemu i topić się we własnych łzach i problemach. Planować jednocześnie jeden z najgorszych scenariuszy. Trudniej jest poprosić o pomoc i chcieć tym bardziej ją przyjąć. Ja ją dostałam. Dostałam opiekę. Nie dano mi wiary, nadziei, czy nowej dawki zaufania. Podarowano mi czas oraz obecność. Świadomość, że gdy tylko zapragnę, to nie zostanę sama. Nie byłam zmuszana do niczego. Zagwarantowano mi solidnego kopa. On podnosi mnie codziennie.
Już nie wylewam łez, jak przez niemal cały miesiąc. Jest łatwiej. Inaczej. Pozbawiona wiary, nadziei, zaufania...ale nigdy choć odrobiny uśmiechu. Odrobiny szczerego uśmiechu dla Tych, którzy dają mi powód, aby go pokazywać.
Dzięki nim nawet tragicznie zbliżający się szpital nie jest mi aż tak straszny. Nawet jeśli będzie ciężko tam, to wiem, że wystarczy jeden znak i nie będę sama. To tak strasznie dodaje mi skrzydeł, które mi żywcem podcięto.
Dziękuję mojej kochanej Karoli i Paulinie. Wy nastawiacie mnie bojowo do życia i przyszłości. Za wysłuchanie. Nikt inny jak Wy widziałyście i słyszałyście mój płacz. Zwłaszcza wieczorami. Przy Was zapominam o tym, co złe a ogromne poczucie humoru i debilizmu sprawia, że nie da się być smutnym. Dziękuję, że nie pozostawiacie na mnie suchej nitki (Zwłaszcza Ty, Paula). Przy Was zaczęłam inaczej patrzeć na sytuacje i swoją wartość. Mieszkanie z Wami stało się dla mnie czymś tak niesamowitym...i chorym :). Wstyd jest o tym mówić, ale cudownie to wspominać ;)
Dziękuję Anitce. Która od samego początku piekła jest do samego końca. Za wsparcie oraz troskę, jaką dawałaś mi, gdy wylądowałam w szpitalu w ferie. Za motywację, wspólny smutek, żal oraz uśmiech. Jesteś do teraz ze mną. Nie wahałaś się ani chwili stanąć w mojej obronie. Wysłuchiwałaś tyle oszczerstw na mój temat, wiedząc że to nieprawda. Poświęcałaś swoje nerwy, czas na to wszystko. Dziękuję Ci za to. Tak samo jak ukochanym dziewczynom z mojej ekipy gołębi za wsparcie. Przy Was nie da się myśleć o tym, co złe. To cudowne, i nie zdajecie sobie sprawy jak cholernie jest to dla mnie ważne.
Dziękuję Tobie Asiu. Boże, Skarbie prawie 3 lata fantastycznej znajomości. Przewijała się różnie, fakt. Ale jesteś teraz. Pełna cierpliwości dla mnie, zrozumienia. Teraz jest idealnie. I tak pozostanie między nami. Masz dla mnie swój czas zawsze. W dzień i w nocy. Nawet jak nie masz czasu, to dla mnie i tak masz. Kocham Cię niesamowicie mocno. Po prostu. Za rozmowy po kilka godzin. Za zajmowanie mnie innymi rzeczami, jak np. interesowanie się innymi, obgadywanie etc. Wiesz wszystko, dosłownie. Nie ma takiego do końca udanego dnia, jeśli nie pogadamy. Pomimo tak różnych upodobań i charakterów dogadujemy się jak nikt inny. To się nie zmieni. Mam ogromną nadzieję, że uda nam się spotkać jak najszybciej. Nasze plany na studia i wspólne mieszkanie muszą się udać ! Jeszcze raz, dziękuję !
No i na koniec chcę jeszcze komuś podziękować. Nie wyjawię imienia. O kim będzie mowa, wie ten, kto zna nas i naszą historię.
Nie potrafisz naprawdę wyobrazić sobie, jak ogromne zmiany wprowadziłeś w moim życiu. Pojawiłeś się niespodziewanie, w sumie nie liczyłam na to, że znów nasz kontakt się odnowi. Ale nie żałuję i tym razem nie pozwolę, by cokolwiek to zepsuło. Gdy mówiono mi, bym poznała kogoś, kto wywoła uśmiech na mojej twarzy... Nie chciałam nikogo poznawać. Niemożliwością było dla mnie mówić znów komuś o sobie, tylko po to, aby po raz kolejny mnie zniszczono. Nie chciałam się przed nikim otwierać. I nagle spadłeś mi Ty. Osoba, która zna mnie na tyle dobrze, by rozpoznać mój nastrój po samym pisaniu. Ktoś, kto poznał mnie na tyle dobrze i nie obrócił tego przeciwko mnie. Pomimo tylu wspólnych przejść... i też prawie 3 lat, przemijających się wydarzeń, akcji miłych i tych nie... Jesteś. Jesteś teraz i bardzo mnie wspierasz. Sobą. Swoja obecnością, czasem. Nie musiałeś wiedzieć wszystkiego. Po prostu wiedziałeś, że coś jest nie tak i tyle wystarczyło. Od samego początku wywołałeś u mnie uśmiech na twarzy. Szczery. Prawdziwy. Który pojawia się co jakiś czas i doprowadza do tego, że dostaję skurczu mięśni twarzy. Podziwiam naszą znajomość, naprawdę. Zawsze mamy w sobie oparcie. i niezależnie co się stało i stanie kontakt i tak nam wróci. To dziwne i może dla innych utopijne, do końca sama tego nie rozumiem, ale tak jest. I cieszę się, że tak to wygląda. Tylko znając już swoje błędy, przeszłość i dostając kolejną szansę od losu, aby tego nie spieprzyć wiem, że nie pozwolę aby nasz kontakt jeszcze kiedykolwiek się urwał. Chyba oboje tego nie chcemy. Dajesz mi kolejną dawkę innego nastawienia i nawet jeśli jest źle u kogokolwiek z nas, to i tak sama obecnością wspieramy się wzajemnie. To cudownie i strasznie Ci dziękuję za to. Za wszystko. Za Każdy kontakt, uśmiech, rozmowę. Za Piha, który w sumie już wbił się, że jest tylko nasz. Fantastyczna znajomość i relacje, które mam nadzieję już więcej nie znikną. Mogłabym tu pisać dalej i dalej..więcej tego, co kryję, o czym nie mówię. Ale zachowam ten mały drobiazg dla siebie i być może kiedyś i Ty się o nim dowiesz. Wiedz tyle, że jesteś dla mnie niesamowicie ważną osobą dzięki której łatwo mi przez to wszystko przejść i szczerzę przestaję się przejmować problemami.
Dziękuję wszystkim. Kocham Was.
