środa, 20 sierpnia 2014

morze samotności

Znowu brakuje sił...
Dzień nie był dla mnie łatwy. Nie chce już go pamiętać. Jest mi zbyt ciężko...
Zaczął się lekarzem, który oznajmił mojej rodzinie, że mam Bulimie. Kłótnia wybuchła już na sali, psycholog obecny przy wszystkim starał się wiele czynników tłumaczyć. Mówił, że warto zauważyć to, iż powiedziałam o swoich objawach, że to pokazuje, że chce sobie pomóc bo równie dobrze mogłam nie mówić nic i żyć z tym niszcząc się coraz bardziej. Babcia była tak bardzo zdenerwowana, krzyczała na sali, że mam wszystko czego chce, że niczego mi nie brakuje, ale że ja nie umiem nic docenić, że nie umiem już normalnie żyć. Że chyba jestem już dosyć dorosła, żeby się dopilnować i wiedzieć co jest dla mnie dobre... Tylko czy nikt nie może zrozumieć jak mi do cholery jest ciężko. Jak codziennie musze walczyć z tymi wszystkimi myślami, jak czasami po prostu już nie umiem, nie chce. Staram się dla nich wszystkich, nie tnę się, tak bardzo już starałam się panować nad zwracaniem i tak bardzo ograniczałam... Nikt nie wie ile bólu mi to sprawia, nikt.
Wybuchłam krzykiem na sali, mówiłam kompletne głupoty, wszystko co mi ślina na język przyniosła. Psycholog kazał Nam opanować emocje, zaczęły się pytania dlaczego tak bardzo się zdenerwowałam?  Dlaczego?!  Dlatego, że mi każdy coś wmawia i nawet nie chce mnie zrozumieć. Potem, gdy już został omówiony plan leczenia, ośrodka i diety, lekarz wskazał wiele czynników na które ma zwrócić uwagę moja rodzina. Pomimo wielu pytań zadawanych w moją stronę już do końca spotkania siedziałam cicho, byłam tak bardzo zdenerwowana, że wszystko się we mnie trzęsło.
Marzyłam o jednej rzeczy, żeby wrócić do domu i napisać mojemu chłopakowi, że bardzo go kocham i dziękuję, że jest przy mnie pomimo tego wszystko, że stara się mnie zrozumieć. Tak bardzo potrzebowałam rozmowy z nim. Potrzebowałam rozmowy o tym co się działo, wypłakania. Chciałam mu powiedzieć, że podjęłam tą cholerną terapię dla niego, dla nas...żeby ten koszmar się już w końcu skończył. Byłam z siebie dumna w pewnym sensie, że dałam krok w przód i chciałam mu to powiedzieć, ale nie zdążyłam nic. Zaczęła się kłótnia, nie potrafiłam uwierzyć w słowa, które pisał do mnie... Tak niewyobrażalnie mnie zabolało to wszystko, sama nie wiem czemu. Może dlatego, że uświadomiłam sobie, że chociaż nie wiem jakbym się starała zawsze będę najgorsza, że ja nie umiem nic zrobić dobrze, że wszystko niszczę, że tak wiele robię złego. Ja już po prostu sama nie wiem co mam robić...  Ostatnio ciągle się kłócimy. Nie mam na to siły, nie mam siły na te wszystkie myśli i uczucia. Jest mi coraz ciężej bo nie umiem sobie poukładać już nic. Boje się tych kłótni, boje się tych słów, tak bardzo bolą. Leżałam na łóżku, czytałam to i płakałam jak małe dziecko, miałam dość tego dnia. Tak koszmarnie się czułam do tego wszystkiego, ponieważ jestem chora i miałam ponad 40 stopni gorączki. Było mi zimno, leżałam i płakałam. Moja siostra przyszła i leżała przy mnie bo była się, że sobie coś zrobię.
Potem zasnęłam i spałam, najchętniej zostałabym w tym łóżku na zawsze.
Potrzebuje go, potrzebuje bardzo... Jutro mam psychiatrę i tak bardzo się boje tej wizyty, chciałabym żebym mi po prostu powiedział, że będzie dobrze.
Źle się czuje, nie umiem już panować nad emocjami. Chce robić sobie krzywdę, teraz, zaraz i tu...przecież jestem nikim. Jestem beznadziejna.
Z dnia na dzień odczuwam coraz większą nienawiść do samej siebie. Po prostu jest tak, że nagle nienawidzę siebie, nienawidzę siebie z całego serca, chociaż jeszcze przed chwilą mogłam czuć się fantastycznie, czuje że nie mam nic, nikogo, że jestem nikim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz