Kiedyś bałam się każdego kolejnego dnia, a dzisiaj po prostu nie chce żeby on nastąpił.
Przestałam chodzić do kościoła już jakiś rok temu, ale nadal pamiętam o Tobie. Brak mojej obecności na ławkach kościoła nie oznacza, że przestałam wierzyć, ja po prostu straciłam siły, zgubiłam się i zwątpiłam.
Dzisiaj pisze do Ciebie bo brak mi sił i chciałabym, żebyś chociaż raz mi pomógł, przypomniał sobie o mnie. Pięć lat temu, gdy straciłam dziadka uważałam, że nie dam rady bez niego. Byłam mała i zawalił mi się grunt pod nogami. Osoba, która spędziła ze mną pół dzieciństwa po prostu odeszła. Zabrałeś mi główny autorytet, człowieka od którego czerpałam siły i kogoś kto zwykle wypełniał mi każdy dzień. Otworzyły się przede mną nowe drzwi, drzwi w których to ja sama musiałam poradzić sobie z każdym problemem bez jego rady. Bardzo brakowało mi jego uśmiechu, pomocnej dłoni i cudownego głosu, który zawsze wieczorami słyszałam w wykonaniu coraz to nowej piosenki. Piosenki, która pomagała mi zasnąć. Czas biegł, a u mnie zaczęło się walić wszystko. Mama załamana tym, że zabrałeś nam go zaczęła sięgać po każdy alkohol i bardzo szybko zatracała się w nim bardziej. Kazałeś mi wtedy bardzo szybko dorosnąć. Miałam zaledwie trzynaście lat, a na moich barkach spoczywał cały dom. Sam nie szczędziłeś mi bólu. Wtedy właśnie zaczęłam się bać każdego kolejnego dnia bo, gdy rano się budziłam ona już nie była trzeźwa. Codziennie biła, krzyczała, ubliżała, niszczyła mnie coraz bardziej. Jednak miałam powod by być wtedy silna, miałam siostrę cztery lata młodszą, którą musiałam się zajmować. Ojczyma nie było całymi dniami w domu, a ja codziennie znosiłam ten mój domowy koszmar, bez pomocy kogokolwiek. Cieszyłam się, że nigdy nie dotykała mojej malutkiej siostry, że nie krzywdziła jej w ten sposób jak mnie. Przemoc się nasilała, ojczym zaczął bić mamę. Nigdy nie zapomnę jej zakrwawionej twarzy i mojego krzyku bezsilności, gdzie wtedy byłeś? Gdzie byłeś jak tułałam się po szpitalach, gdy mama zrobiła mi tak wielką krzywdę, gdy prawie się wykrwawiłam przez nią? Czy musiało dojść do sytuacji, w której prawie mnie zabiła, aby wszystko w sądach ruszyło? Kilka lat wyroku za znęcanie się.
Jednak to nie jest najgorsze, wiesz? Najgorszy był widok mamy po próbach samobójczych. Widok, którego nie da się zapomnieć. Znalazłam ją tak dwa razy i tych dwóch dni nie zapomnę nigdy. Dźwięk karetki, obraz wynoszenia jej na noszach, tego iż znowu byłam sama z tym wszystkim. Gdzieś po drodze zwątpiłam w Ciebie Boże. Przestałam codziennie chodzić do kościoła i na cmentarz do dziadka bo nie miałam na to sił. Lata leciały, w domu zarządzono eksmisje i musiałaś się wynieść mamo...
To babcia od tamtej pory miała nam ją zastąpić. Ale tak nie idzie, wiesz? To nie ona powinna dawać nam lizaki na Dzień dziecka, to nie ona powinna jeździć z Nami do lekarza.
Wtedy jak ona wsiadła w samochód i odjeżdżała wiedziałam, że ponownie Wali mi się grunt pod nogami. Wiedziałam, że znowu tracę najważniejszą osobę w moim życiu i ze już nigdy nie będzie tak samo. Panie Boże ona pomimo wszystko zawsze była najcudowniejszą mamą, wiesz? Przyjaciółką i mama... Osobą, której mówiłam wszystko. Ja dobrze wiem, że to ten alkohol ją zniszczył.
Pamiętam jak kiedyś powiedziała mi, że ludzi, których się kocha i na których Nam zależy nie zostawia się. Pogrążyła się wtedy i pokazała jak bardzo kłamała mówiąc, że mnie kocha, pakując walizki i wyjeżdżając. Wiedziałam, że znowu coś mi odebrano, tym razem bezpowrotnie.
Jednak wiesz w jakich momentach najbardziej potrzebowałam Ciebie? Gdy stałam w sądzie jako świadek, gdy mama patrzyła na mnie z łzami w oczach, gdy płakałam i musiałam mówić wszystkie te okropne rzeczy. W momencie, gdy odnaleźli mojego biologicznego ojca i zapytali go w sadzie, czy w razie potrzeby może się mną zająć. Wiesz co wtedy powiedział? Jasne, że wiesz...że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, płaci alimenty i tak ma zostać. A ja? Ja tak bardzo chciałam go zawsze poznać, ale wtedy zastanawiałam się jakim to trzeba być człowiekiem, żeby nie pomóc. Zresztą kto pomagał? Policja, szkoła? Wiedział każdy, wiele interwencji, jednak nikt nigdy nie przejmował się tym zbytnio.
Gdy mama się wyniosła było więcej spokoju, ale tęsknota mnie niszczyła.
"Ręce za małe by dźwigać wspomnienia, umysł za mały by pojąć tęsknotę".
Nie odzywała się potem już, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Myślałam, że nie chce kontaktu, ale potem dowiedziałam się, że jest już w więzieniu. Nie mogłam się z nią nawet pożegnać, dlaczego? Zanim tam trafiła była w ciąży, wiec dla dziecka pobyt tam i jej abstynencja była ratunkiem, ale dla nienarodzonego dziecka. Piotrek jest już na świecie prawie rok, jest zdrowym i dużym chłopcem. Tak bardzo mi go szkoda, że musi być tam z nią. Więzienie przystosowane dla matek z dziećmi, ale nie życzę nikomu, aby takie maleństwo musiało od dziecka wychowywać się w takim miejscu.
A ja? A ja Panie Boże jestem już o wiele starsza jednak nadal myślę codziennie o mojej mamusi, o braciszku, o tym jak bardzo tęsknię i jak bardzo długo nie widziałam jej twarzy. Myślę o jej okropnych słowach wypowiedzianych w moją stronę. Tak bardzo to wszystko, poczucie winy i bezradność utkwiło we mnie. Jestem innym człowiekiem przez to, a czasem właśnie przez to nie umiem żyć normalnie. Nadal boje się o nią, boje się, że nie da rady jak wyjdzie i proszę Cię, daj siłę, chociaż jej.
Brakuje mi jej nadal. Tak samo jak brakowało w momentach takich jak testy w gimnazjum, bal gimnazjalny, wybór szkoły. A teraz? Teraz już niedługo będę pisać maturę, bal maturalny i chyba teraz przyzwyczaiłam się do jej nieobecności.
Jednak nie z tego powodu pisze do Ciebie dzisiaj. Pisze do Ciebie bo dzisiaj sama potrzebuje pomocy, o którą kiedyś modliłam się dla innych.
Mam bulimie, choruje już bardzo długo i powoli wykańczam swój organizm. Nie mam już siły wstawać z łóżka, lekarze mówią, że nie są wstanie mi pomóc skoro sama tego nie chce. Bo jak można pomóc komuś kto tej pomocy nie przyjmuje. A ja Panie Boże nie mam sił na kolejny już pobyt w szpitalu, na terapię i leczenie. Mogę prosić o tą siłę? Czy człowiek, który kiedyś się poddał teraz może prosić Cię o cokolwiek? Nie wiem, ale proszę...
Bo nie daje rady. Bo nie mam siły na kolejną łzę. Dużymi krokami zbliża się moja pełnoletność i chciałabym stać się dorosłym człowiekiem bez tego problemu. Bo w to, że zobaczę mamę do tego czasu to już nie wierzę.
Dziękuję Boże za to, że jestem tu i za to, że nigdy nie pozwoliłeś mi się poddać. Dziękuję za każdy dzień.
A najbardziej dziękuję Tobie, kochany człowieku, który to czytasz. Dziękuję, że dotrwałeś do końca. Przepraszam, że nazywam Cię człowiekiem, ale nie wiem kim jesteś, nie znam Twojego imienia.
- "walcz do samego końca, skoro nie dla siebie to dla innych, zawsze warto zobaczyć uśmiech, który wywołujesz na ich twarzy"
cudowne .... płakałam
OdpowiedzUsuńKochana Asieńko, gdy to przeczytałam przypomniały mi się czasy gimnazjum i Twój uśmiech. Byłaś dla mnie autorytetem, twoja siła i to, że się nie poddajesz. Masz w sobie wystarczająco dużo siły także teraz, dasz rade.
OdpowiedzUsuńBol... zaden czlowiek nie jest w stanie go zniesc. Czesto jest przyczyna naszego upadku. Ale Ty sie nie poddalas pokazalas ze masz ciagle sile pomimo utraty dziadka, powaznych problemow rodzinnych oraz choroby. Jestes niezwykle silna. Zawsze mowie, ze optymizm ludzi mnie zaskakuje ale Twoj jest wyjatkowy a wlasciwie to sama jestes wyjatkowa bo normalny czlowiek by sie juz dawno poddal, a Ty masz ciagle sile aby zyc dalej. Lacze sie z Toba w bolu i bede Cie wspieral jak tylko moge i tak dlugo jak tylko mam sily a jak mi zdrowie i czas pozwoli to jeszcze dluzej.
OdpowiedzUsuńKochana Asiu <3 Dasz radę wierze w Ciebie , pokonasz chorobę , będe widziała ten wspaniały uśmiech na twjej pięknej Buzi . Jestem z Tobą <3
OdpowiedzUsuńJestem z Tobą kochanie :(
OdpowiedzUsuń